Ostatnie dni przyniosły wieści z Wielkiej Brytanii, które, choć dotyczą tamtejszego systemu edukacji, zmuszają do refleksji nas wszystkich — nauczycieli, rodziców, bibliotekarzy, a przede wszystkim nas, czytelników. Brytyjska parlamentarna Komisja Edukacji wystosowała stanowczy apel: dość jednorocznych akcji. Czas na Narodową Dekadę Czytania
Czytając raport brytyjskich parlamentarzystów, nie sposób nie poczuć ukłucia niepokoju. Dane są bezlitosne: drastycznie spada liczba dzieci i młodzieży, dla których czytanie jest źródłem przyjemności. Mówimy o zaledwie niespełna 36% młodych ludzi, którzy deklarują, że lubią czytać, a codzienny kontakt z książką w czasie wolnym to domena zaledwie jednej piątej młodego pokolenia
Brytyjscy eksperci wskazują na rozwiązanie, które brzmi jak lekarstwo: biblioteka w każdej szkole, automatyczna karta biblioteczna dla każdego noworodka i — co najważniejsze — zmiana filozofii. Zamiast skupiać się wyłącznie na „biegłości” i ocenach, musimy postawić na radość. Na „ciepło wspólnych opowieści i magię przewracania stron”
A co z naszym podwórkiem?
Ta brytyjska diagnoza brzmi boleśnie znajomo w polskich realiach. Choć kochamy narzekać na nasze statystyki czytelnictwa, problem „braku przyjemności” jest bardziej złożony niż tylko brak czasu. Często nasza szkoła również traktuje lekturę jak zadanie do odrobienia, test do zaliczenia, a nie jak przygodę czy sposób na zrozumienie świata.
W Polsce również mamy świetne biblioteki publiczne, które często stają na głowie, by przyciągnąć młodych ludzi, ale czy wszędzie docieramy z tą samą skutecznością? Czy nasze kanony lektur nie są dla młodzieży zbyt często barierą nie do przejścia?
Brakuje nam tej systemowej „Dekady Czytania”. Potrzebujemy czasu, a nie tylko „roku”, aby trwale zmienić nawyki. Czytanie nie jest bowiem umiejętnością, którą zdobywa się raz na zawsze w podstawówce. To mięsień, który wymaga codziennej gimnastyki, a przede wszystkim — odpowiedniego środowiska.
Czytanie to relacja
W moich refleksjach wracam do myśli, że czytanie to przede wszystkim relacja. Relacja z autorem, z bohaterem, ale też z samym sobą. Jeśli nauczymy dzieci, że książka to przede wszystkim sposób na empatię, na zrozumienie drugiego człowieka i na wyciszenie w przebodźcowanym świecie, wygramy więcej niż najwyższymi wynikami z egzaminów.
Zamiast martwić się tylko o to, ile czytamy, zapytajmy siebie: jak czytamy? Czy pozwalamy sobie na zachwyt? Czy pokazujemy dzieciom, że czytanie to także wspólne bycie ze sobą?
Wsparcie dla bibliotek, mądrzejsze listy lektur i — przede wszystkim — docenienie roli czytania dla przyjemności to wyzwanie, które nie kończy się na jednej uchwale parlamentu. To zadanie dla każdego z nas.
To właśnie te małe, codzienne wybory — wspólne czytanie wieczorem, rozmowa o książce zamiast sprawdzianu, czy po prostu bycie przykładem czytającego dorosłego — mogą stać się początkiem naszej własnej, lokalnej „Dekady Czytania”.
A Wy co o tym sądzicie? Czy czujecie, że szkoła wciąż bardziej „oducza” czytania dla przyjemności niż do niego zachęca?
***
Jeśli bliskie Ci jest humanistyczne spojrzenie na współczesność, zapraszam na moją autorską stronę Humanistka.pl oraz do subskrypcji newslettera „Człowiek w erze AI”.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)