W świecie, który nieustannie krzyczy, zalewa nas potokami słów i domaga się natychmiastowych odpowiedzi, coraz trudniej o przestrzeń na to, co subtelne. Często łapię się na tym, że najpiękniejsze i najbardziej przejmujące momenty w życiu to te, w których milkniemy, pozwalając dojść do głosu intuicji. Właśnie dlatego w naszym blogowym cyklu „Pod powierzchnią słów” nie mogło zabraknąć tej książki. Zapraszam Was dziś do Japonii lat pięćdziesiątych, do świata utkanego z mgły i niedomówień - powieści Yasunari Kawabaty – Głos góry.
Kawabata, mistrz i laureat Nagrody Nobla, posiada rzadką umiejętność pisania w sposób, który przypomina malowanie akwarelą. Nie stawia grubych, jednoznacznych kresek. Zamiast tego pozwala, by sens delikatnie rozmywał się na marginesach stron, zmuszając nas do czytania między wierszami.
Przestrzeń między słowami
Głównym bohaterem powieści jest Shingo, starszy mężczyzna u schyłku życia, mieszkający w Kamakurze. Jego codzienność wypełniają drobne rytuały, praca w Tokio oraz skomplikowane, pełne chłodu relacje z dorosłymi dziećmi i żoną. Pewnej nocy Shingo budzi się i słyszy głęboki, niski dźwięk dochodzący z głębi lasu na zboczu góry. To nie jest zwykły hałas – to głos natury, który bohater intuicyjnie odczytuje jako zwiastun nadchodzącego końca, ale też wezwanie do głębszego przyjrzenia się własnemu życiu.
W kulturze japońskiej istnieje piękne pojęcie ma (間). Oznacza ono pauzę, przerwę, wolną przestrzeń – zarówno w architekturze, muzyce, jak i w rozmowie. To nie jest pusta próżnia; to miejsce, które nadaje kształt i sens temu, co je otacza. Kawabata jest absolutnym mistrzem tej filozofii. W Głosie góry najważniejsze rzeczy nigdy nie zostają wypowiedziane wprost. Czytamy o:
- Subtelnych gestach: układzie rąk podczas picia herbaty, spojrzeniu rzuconym na rozkwitający za oknem słonecznik.
- Maskach i pozorach: za którymi bohaterowie chowają swój smutek, lęk przed samotnością czy niespełnioną miłość.
- Milczeniu, które w tej powieści waży znacznie więcej niż najdłuższe monologi.
„Czy to wiatr? – pomyślał Shingo. – Nie, to nie był wiatr. To był odgłos fali, ale z głębi góry. Przypominał daleki grzmot; miał w sobie jednak coś z jęku samej ziemi…”
Lekcja uważności ukryta w szczegółach
Współczesny czytelnik, przyzwyczajony do wartkiej akcji, może początkowo poczuć się zagubiony w tym niespiesznym tempie. Jednak gdy tylko pozwolimy sobie zwolnić, Głos góry odsłoni przed nami swoje niezwykłe piękno. To literatura, która uczy nas uważności. Kawabata pokazuje, że przyroda i nasze wewnętrzne stany są ze sobą nierozerwalnie połączone. Przemijanie pór roku, opadające liście klonu czy śpiew ptaków stają się lustrem, w którym odbijają się ukryte pragnienia i żale Shingo.
Pod powierzchnią codziennych, niemal banalnych rozmów o pogodzie czy posiłkach kryje się potężny ładunek emocjonalny. Shingo znajduje nić porozumienia jedynie ze swoją synową, Kikuko. Ich relacja – pełna delikatności, szacunku i niewypowiedzianego na głos pokrewieństwa dusz – to najjaśniejszy, a zarazem najbardziej melancholijny punkt tej opowieści. Oboje poruszają się w świecie, gdzie słowo mogłoby zburzyć kruchy porządek, więc wybierają bezpieczną przestrzeń milczenia i współodczuwania.
Filiżanka refleksji na koniec
Zamykając tę książkę, pomyślałam o tym, jak bardzo potrzebujemy dziś takiej literatury. Książki, które nie dają gotowych odpowiedzi, nie próbują nas na siłę rozbawić ani zaszokować. Głos góry zostawia w człowieku cudowny, choć podszyty smutkiem spokój. To idealna lektura na cichy wieczór, najlepiej z filiżanką zielonej herbaty, kiedy za oknem szumi wiatr, a my mamy wreszcie czas, by posłuchać tego, co dzieje się w nas samych.
Czytaliście Kawabatę? A może macie swoje własne literackie ścieżki, na których to właśnie cisza i niedomówienie budują najpiękniejsze historie? Podzielcie się swoimi przemyśleniami w komentarzach.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)