Pokazywanie postów oznaczonych etykietą człowiek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą człowiek. Pokaż wszystkie posty

01 października 2026

Czy twórczość ma wiek emerytalny?

Żyjemy w kulturze, która ubóstwia młodość, prędkość i gwałtowny rozkwit. W świecie literackim, artystycznym i biznesowym nieustannie poluje się na „cudowne dzieciaki”, debiutantów przed trzydziestką, którzy zdążyli już podbić listy bestsellerów albo stworzyć startup o globalnym zasięgu. Sukces mierzy się dynamiką, zasięgiem i efektywnością. W tym bezwzględnym wyścigu z czasem wiek dojrzały bywa traktowany jak cichy stan przedwczesnego wygaszania. Wydaje się nam, że po przekroczeniu pewnej granicy twórca powinien z honorem zamilknąć, ustąpić miejsca młodszym i zająć się zasłużonym odpoczynkiem.

Tę wszechobecną logikę doskonale punktuje brytyjska pisarka Rose Tremain, która w wieku osuszonego przez lata doświadczeń i sukcesów osiemdziesięciu trzech lat oświadcza bez ogródek, że nie zamierza kończyć pisania. Jej postawa nie jest jedynie uporem weteranki pióra, lecz cichym, niezwykle silnym manifestem. Przypomina nam bowiem o czymś, co współczesny kapitalizm uwagi całkowicie zatracił: twórczość to nie jest wyścig na sto metrów ani korporacyjna kariera, z której można (lub trzeba) przejść na emeryturę. To sposób istnienia.

Grafika wykonana przez AI

30 września 2026

Odcisk palca sprzed 15 tysięcy lat. Kiedy przeszłość przestaje być abstrakcją

Historia lubi wielkie liczby, monumentalne daty i narracje o upadku imperiów. Uczymy się o dynastiach, wojnach, traktatach i potężnych budowlach, które miały oszukać czas. Im większa skala historii, tym bardziej staje się ona abstrakcyjna. Tysiące lat i miliony ludzi zlewają się w bezimienną masę, w statystyczne wykresy i rzędy liczb w podręcznikach.

Czasami jednak wystarczy jeden drobny detal – gliniany paciorek, wyszczerbione naczynie czy fragment prehistorycznej ozdoby – aby cała ta gigantyczna machina przeszłości nagle się zatrzymała. Wtedy zamiast bezdusznych epok dostrzegamy intymne spotkanie twarzą w twarz z drugim człowiekiem, którego oddech dzieli od naszego niezmierzona, a zarazem krucha przepaść czasu.

Grafika wykonana przez AI

29 września 2026

Film bez kamery. Co dzieje się z obrazem, kiedy niczego już nie musi przedstawiać?

Przez ponad sto dwadzieścia lat film nosił w sobie fundamentalne znamię prawdy. Nawet najbardziej fantasmagoryczne dzieło science fiction czy senne, surrealistyczne wizje opierały się na niezłomnym fundamencie: obiektyw kamery musiał zarejestrować światło odbite od fizycznego obiektu. Światło to uderzało w kliszę lub matrycę, utrwalając ślad czegoś, co kiedyś naprawdę istniało przed obiektywem. Kino było sztuką odcisku, cieniem rzucanym przez rzeczywistość.

Dziś ten wiekowy, ontologiczny porządek chwieje się w posadach. Chińskie studia generatywnego wideo nie pytają już o to, czy algorytm potrafi wygenerować efektowny klip, ale udowadniają, że sztuczna inteligencja może stworzyć cały, samowystarczalny przemysł obrazów. W tym nowym pejzażu rodzi się pytanie znacznie głębsze niż techniczna ciekawostka: co zostaje z kina, kiedy obraz nie musi być już sfilmowany?

Grafika utworzona przez AI

19 września 2026

Cena zachwytu. Czy da się zapłacić człowiekowi, żeby pokochał czytanie?

Usiądź dziś ze mną przy filiżance czegoś ciepłego i pomyśl o ostatnim momencie, w którym książka pochłonęła Cię bez reszty. O tej chwili, gdy świat zewnętrzny cichnie, herbata powoli stygnie, a Ty nie istniejesz dla nikogo poza bohaterami przewracanych stron. W tym doświadczeniu jest coś intymnego i bezinteresownego. Czytamy, bo chcemy zrozumieć drugiego człowieka, bo pragniemy zatrzymać się w biegu, bo szukamy piękna.

​A co, gdyby ktoś zaoferował Ci za tę godzinę… drobną opłatę?

03 września 2026

Tkactwo północnych wiatrów. Olga Tokarczuk z nagrodą Halldóra Laxnessa

Są takie wiadomości ze świata literatury, które sprawiają, że poranna kawa smakuje jakoś głębiej, a myśli same wędrują ku miejscom odległym, surowym i pełnym opowieści. Tą najświeższą, która szczególnie mnie ucieszyła, jest wieść prosto z chłodnej i wietrznej Północy: Olga Tokarczuk została tegoroczną laureatką Międzynarodowej Nagrody Literackiej Halldóra Laxnessa (Halldór Laxness International Literary Prize 2026).

To wyróżnienie niezwykłe, bo nie chodzi w nim wyłącznie o laury czy prestiż, ale o samą istotę literatury – nagroda przyznawana jest co dwa lata za „odnowę sztuki opowiadania”. Czy w dzisiejszym, pofragmentowanym świecie można wyobrazić sobie piękniejsze uzasadnienie?

Olga Tokarczuk, laureatka Nagrody Laxnessa
Olga Tokarczuk, laureatka Nagrody Laxnessa. Źródło: NurPhoto/NurPhoto via Getty Images

02 września 2026

Czy można przestać wierzyć, nie odrzucając świata, z którego się wyszło?

Wiadomość o śmierci sir Anthony’ego Kenny’ego – jednego z najwybitniejszych brytyjskich historyków filozofii – wywołała we mnie dłuższą chwilę cichej zadumy. Odszedł człowiek o niezwykle przenikliwym umyśle, wielkiej dyscyplinie intelektualnej i rzadko spotykanej klasie.

Czytając poświęcony mu wspomnieniowy artykuł w „The Guardianie”, powróciłam do pytania, które od dawna uważam za jedno z najbardziej fascynujących i dojrzałych wyzwań ludzkiego ducha: czy można przestać wierzyć, a jednocześnie nie spalić za sobą mostów i nie odrzucić świata, z którego się wyrosło?

sir Anthony Kenny

30 sierpnia 2026

List wysłany w przyszłe stulecie. Dlaczego piszemy dla ludzi, których nigdy nie poznamy?

Dzisiejszy poranek przyniósł mi wiadomość, która natychmiast zatrzymała bieg moich myśli. Laurie Anderson – artystka, która od dekad bada granice dźwięku, słowa i ludzkiej wrażliwości – została trzynastą autorką zaproszoną do niezwykłego projektu Future Library autorstwa Katie Paterson. Napisze tekst, którego nikt ze współcześnie żyjących ludzi nie przeczyta. Jej rękopis powędruje do wyciszonego, pachnącego drewnem „Cichego Pokoju” w bibliotece Deichman Bjørvika w Oslo, dołączając do manuskryptów Margaret Atwood, Han Kang czy Oceana Vuonga. Spocznie tam w całkowitej tajemnicy aż do 2114 roku. Zostanie wydrukowany na papierze z tysiąca świerków, które właśnie teraz, powoli i w milczeniu, rosną w norweskim lesie Nordmarka.

Biblioteka przyszłości w Oslo

pinterest 
Oslo’s ambitious new library was worth the wait


18 sierpnia 2026

Dlaczego młodzi Chińczycy czytają Thoreau? Walden w czasach algorytmicznego wyścigu

Kiedy w 1854 roku Henry David Thoreau publikował Walden, czyli życie w lesie, zapewne nie przypuszczał, że ponad sto siedemdziesiąt lat później jego słowa staną się cichym manifestem pokolenia żyjącego w cieniu szklanych wieżowców Szanghaju, Shenzhen czy Pekinu. Jak zauważa Literary Hub, w Chinach trwa właśnie niezwykły renesans amerykańskiego transcendentalisty. Młodzi ludzie, wychowani w cieniu morderczej presji egzaminacyjnej (gaokao), bezwzględnego systemu pracy 996 (od 9 rano do 21 wieczorem, przez 6 dni w tygodniu) i wszechobecnej kultury nieustannego osiągania, sięgają po tekst o budowaniu skromnej chaty nad stawem.

Na pierwszy rzut oka to spotkanie może wydawać się egzotyczne. XIX-wieczny myśliciel z Massachusetts i współczesny chiński programista czy korporacyjny analityk. Kiedy jednak odrzucimy dekoracje epoki, okazuje się, że Walden nigdy nie był traktowany wyłącznie jako poradnik leśnego survivalu. Był przede wszystkim bezkompromisowym pytaniem o ekonomię ludzkiego istnienia: ile tak naprawdę potrzebujemy, by żyć sensownie? 

Chiński bunt przeciwko kulturze osiągnięć

17 sierpnia 2026

Od glinianych tabliczek do promptów. Czy język traci magię, gdy staje się kodem sterującym?

Kiedy tysiące lat temu w dolinie Tygrysu i Eufratu sumeryjski pisarz odciskał w wilgotnej glinie pierwsze znaki pisma klinowego, dokonywał aktu niemal mistycznego. Słowo, które dotąd istniało jedynie jako ulotne drgnienie powietrza, zyskało ciało, ciężar i trwałość. Przez stulecia wierzyliśmy w sprawczą, magiczną wręcz moc języka: zaklęcia, które miały leczyć, poezję potrafiącą wzruszać pokolenia, czy filozoficzne traktaty, które burzyły i wznosiły imperia. Słowo było tajemnicą, mostem między ludzkimi wnętrzami, nośnikiem intymności i zachwytu.

Dziś stoimy na progu zupełnie nowego rozdziału. Język naturalny stał się najpopularniejszym językiem programowania, a my – zamiast czytelnikami czy słuchaczami – staliśmy się autorami poleceń. Wpisując kolejne frazy w okna dialogowe modeli językowych, tworzymy prompty: precyzyjne, zoptymalizowane, celowe. Czy w tym technologicznym zachwycie nad skutecznością maszyn nie gubimy jednak czegoś fundamentalnego? Czy redukując mowę do kodu sterującego, nie odbieramy jej duszy?

Połączenie tekstu glinianych tabliczek z tekstami kodu

14 sierpnia 2026

Duchy przeszłości nie odchodzą. Derrida, Mehretu i pamięć współczesności

Kiedy patrzy się na parującą filiżankę herbaty, łatwo ulec złudzeniu, że chwila obecna jest czymś absolutnie czystym i autonomicznym. Że jesteśmy tu i teraz, odcięci od wczoraj, wolni od jutra. Jednak wystarczy jeden niespieszny łyk i głębszy oddech, by poczuć, jak w powietrzu unoszą się niewidzialne nici powiązań – echo porannych myśli, wspomnienie przeczytanego wczoraj zdania, ślady historii, które ukształtowały przestrzeń wokół nas.

Teraźniejszość nigdy nie przychodzi na świat naga. Zawsze przywdziewa szaty uszyte z przeszłości, a czasem bywa wręcz przez nią nawiedzana.

O tym niezwykłym splocie czasu i pamięci przypomina trwająca w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej wystawa Julie Mehretu „Kairos / Hauntological Variations”. To ekspozycja, która nie tylko zachwyca rozmachem formalnym, ale przede wszystkim prowokuje do fundamentalnego pytania o to, z czego właściwie utkana jest nasza współczesność.

Kobieta stoi w muzeum lub galerii przed obrazem

12 sierpnia 2026

Co łączy czarne dziury z naszą pamięcią?

Gdzie podziewa się to, co zniknęło? Zarówno neurobiolodzy badający mózgi maleńkich owadów, jak i fizycy spoglądający w otchłań czarnych dziur dochodzą do podobnego, wręcz poetyckiego wniosku: w naturze powrót do stanu „czystej karty” jest iluzją.

Kobieta wyjmuje książkę z bibliotecznej półki – ilustracja tekstu o pamięci i informacji

09 sierpnia 2026

Słowo a medytacja. Co naprawdę dzieje się w naszych głowach?

Sama od dawna codziennie praktykuję medytację i z całego serca polecam ją każdemu. Uważność przynosi do naszego codziennego życia mnóstwo spokoju, przestrzeń na oddech i pozwala zatrzymać się w pędzie, by nawiązać głębszy, pełen empatii kontakt ze sobą. Jednak jako osoba z natury dociekliwa, za każdym razem, gdy widzę w nagłówkach prasowych obietnice o „rewolucyjnym przełomie”, czuję potrzebę, by zaprosić nas wszystkich do małej chwili refleksji.

Wpadło mi dzisiaj w ręce omówienie bardzo ciekawego badania opisanego 8 sierpnia w serwisie ScienceDaily. Dotyczyło ono grupy uczestników intensywnego, siedmiodniowego wyjazdu medytacyjnego. W ciągu tego jednego tygodnia spędzili oni około 33 godzin na medytacji oraz innych praktykach nakierowanych na harmonię ciała i umysłu (mind-body).

Młoda kobieta medytuje, łącząc przeszłość z przyszłością.

07 sierpnia 2026

Kto naprawdę decyduje, jakie książki czytamy?

Są takie poranki, kiedy sięgam po nowo zakupioną powieść, stawiam obok filiżankę parującej herbaty i zastanawiam się, jaką drogę musiały przebyć te słowa, zanim trafiły na moją półkę. Zwykle myślimy o tym w bardzo prosty, wręcz romantyczny sposób: autor pisze książkę, wysyła ją do wydawnictwa, wydawca ją drukuje, a my – czytelnicy – wybieramy ją w księgarni, zachęceni okładką lub recenzją.

Okazuje się jednak, że ta droga jest znacznie bardziej wielowarstwowa, a kluczowa postać w tej opowieści bardzo często pozostaje w cieniu.

Niedawno Financial Times zwrócił uwagę na niezwykle ciekawą książkę badaczki Laury B. McGrath – „Middlemen: Literary Agents and the Making of American Fiction”. McGrath przygląda się amerykańskiemu rynkowi literackiemu od lat 50. XX wieku aż po współczesność i stawia odważną, ale popartą skrupulatnymi badaniami tezę: postacią, która w największym stopniu kształtuje nasz gust i decyduje o tym, co trafia na księgarskie półki, jest agent literacki.

Kobieta wybierająca książki w bibliotece — ilustracja roli agentów literackich

06 sierpnia 2026

Tęsknota za czasem, w którym nas nie było

Żyjemy w epoce, w której przeszłość nigdy nie była tak łatwo dostępna i jednocześnie tak skrojona na miarę. Wystarczy kilka kliknięć, by zanurzyć się w cyfrowo wygładzonym ziarnie taśmy VHS, kasetowym szumie sprytnie nałożonym na cyfrowy plik audio czy ciepłych, pastelowych odcieniach fotografii stylizowanych na analogowe odbitki z lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. Młode pokolenia, które nie mają prawa pamiętać zapachu nagrzanego kineskopu ani mozolnego przewijania taśmy ołówkiem, z zapamiętaniem tworzą własne mikrokosmosy oparte na estetyce retro. Powstało nawet osobne pojęcie opisujące to zjawisko – anemoia, czyli tęsknota za czasem, w którym się nie żyło.

Co sprawia, że w epoce błyskawicznego przesyłu danych, generatywnej sztucznej inteligencji i nieograniczonych możliwości technologicznych uciekamy wzrokiem wstecz?

05 sierpnia 2026

Dlaczego książki o tożsamości bywają uznawane za zagrożenie?

Współczesny świat ma niezwykłą łatwość w klasyfikowaniu i szufladkowaniu ludzkich doświadczeń. Lubimy jasne etykiety, przejrzyste struktury i ciche oczywistości. Jednak kiedy w dłonie młodego człowieka trafia literatura, która zaczyna stawiać trudne, lecz głęboko ludzkie pytania – o to, kim jestem, dokąd zmierzam i jak kochać bez lęku – w wielu przestrzeniach społecznych pojawia się opór. Wieść o śmierci Benjamina Alire Sáenza, wybitnego poety i prozaika meksykańsko-amerykańskiego pogranicza, skłania do ponownego zadania pytania: dlaczego opowieści o odkrywaniu siebie wciąż wzbudzają tak silny lęk?

Sáenz, pierwszy latynoski laureat PEN/Faulkner Award, zapisał się w sercach czytelników na całym świecie przede wszystkim subtelną, przejmującą powieścią Arystoteles i Dante odkrywają sekrety wszechświata. To historia dwóch dorastających chłopców, którzy próbują odnaleźć własny głos w świecie pełnym milczenia, społecznych oczekiwań i kulturowych pęknięć. Choć książka ta przyniosła autorowi międzynarodowe uznanie i liczne nagrody, trafiała również na listy książek zakazanych lub wycofywanych z bibliotek. Historia literatury zatacza tu po raz kolejny ten sam dobrze znany krąg.

04 sierpnia 2026

Skok na głęboką wodę (z Odyseuszem w tle)

Siedzę dzisiaj przy oknie, z filiżanką gorącej herbaty w dłoniach, patrząc na niespiesznie upływający popołudniowy czas. Moje myśli krążą wokół wiadomości, która niedawno przemknęła przez media społecznościowe i nagłówki prasowe. Wygląda na to, że świat nagle, niemal z dnia na dzień, przypomniał sobie o podróżach pewnego brodatego Greka sprzed blisko 2700 lat.

Impulsem okazała się nowa, hollywoodzka ekranizacja „Odysei”. Efekt? Statystyki ze Stanów Zjednoczonych wręcz zdumiewają. Sprzedaż wydań drukowanych skoczyła od początku roku o 76%, a Biblioteka Publiczna w Nowym Jorku odnotowała w samym lipcu gigantyczny, bo aż 338-procentowy wzrost zapotrzebowania na poemat Homera. Szczególnym wzięciem cieszy się znakomity, uwspółcześniony przekład Emily Wilson – choć sama tłumaczka nie kryje dystansu i dość krytycznie pointuje spłycenia oraz hollywoodzkie uproszczenia zastosowane w filmie (pisałam o tym we wcześniejszym tekście).

Zapewne powinnam się cieszyć. Jako osoba, dla której literatura jest chlebem powszednim i bezpieczną przystanią, powinnam klaskać z zachwytu, że dzieło absolutnie fundamentalne dla kultury zachodniej trafia pod strzechy i na listy bestsellerów. A jednak… zerkam w moją filiżankę i czuję pewien niepokój. Wybaczcie mi ten odrobinę sceptyczny ton, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z bardzo specyficznym zjawiskiem.

02 sierpnia 2026

Zapach cynamonu, szum Atlantyku i szept przewracanych kart

Są takie miejsca na mapie, w których czas płynie inaczej — gdzie tradycja nie ściga się z nowoczesnością, lecz prowadzi z nią niespieszny, głęboki dialog. Tej wiosny oczy miłośników literatury z całego świata zwróciły się w stronę Maroka. 23 kwietnia Rabat oficjalnie objął tytuł Światowej Stolicy Książki UNESCO na rok 2026.

Zauważyliście, jak rzadko zatrzymujemy się nad tym, czym właściwie jest książka w przestrzeni miejskiej? Często traktujemy ją jako przedmiot bardzo prywatny — coś, co czytamy w domowym zaciszu, z filiżanką ulubionej herbaty pod ręką, schowani przed zgiełkiem codzienności. Tymczasem tegoroczny wybór UNESCO przypomina nam, że literatura może być żywą tkanką miasta, mostem łączącym pokolenia oraz siłą włączającą do wspólnoty tych, których głos bywa zbyt cicho słyszalny.

01 sierpnia 2026

Sztuka w sieci zachwytów. O trudnym romansie muzeów z influencerami

Czy sztuka potrzebuje dziś nowych opowiadaczy? Spoglądając na to, jak dynamicznie zmienia się przestrzeń komunikacji kultury, trudno odpowiedzieć inaczej niż twierdząco. Francuskie muzea i galerie coraz śmielej otwierają swoje podwoje dla internetowych popularyzatorów sztuki – twórców cyfrowych, którzy z właściwą sobie swobodą, bez zbędnego akademickiego żargonu i nadęcia, potrafią przybliżać dziedzictwo kulturowe młodszym pokoleniom.

31 lipca 2026

Co tracimy, kiedy z niejednoznacznego człowieka robimy pomnik samotnego geniusza?

Są takie wieczory, kiedy po obejrzeniu głośnego filmu biograficznego zostajemy z poczuciem zachwytu, ale i pewnego cichego niedosytu. Kino uwielbia pisać ludzkie życiorysy od nowa. Potrzebuje jasnego schematu: wybitny umysł, tragiczne odosobnienie, brak zrozumienia u otoczenia i bolesna alienacja. W ten sposób powstaje pomnik – wyrazisty, elegancki i… całkowicie pozbawiony niuansów.

Jeden z najbardziej poruszających przykładów tego mechanizmu to wizerunek Alana Turinga. W powszechnej świadomości – utrwalonej chociażby przez hollywoodzką Grę tajemnic (The Imitation Game) z wybitną skądinąd rolą Benedicta Cumberbatcha – Turing funkcjonuje jako genialny, ale społecznie wycofany, chłodny matematyk, żyjący wyłącznie w świecie cyfr, pozbawiony poczucia humoru i głęboko samotny.

Co jednak dzieje się w momencie, gdy z archiwum wyłania się zupełnie inny obraz?

30 lipca 2026

Architektura wyobraźni. Jak literatura piękna przestraja nasz mózg i uczy nas być ludźmi

Często myślimy o czytaniu powieści jako o pięknej, ale nieco pobłażliwej formie ucieczki od rzeczywistości. Chwycenie za dobrą książkę z filiżanką ciepłej herbaty jawi się nam jako drobny luksus – cicha wyspa wytchnienia w pędzącym, przeładowanym bodźcami świecie. Tymczasem najnowsze doniesienia badaczy z Uniwersytetu Oksfordzkiego pokazują coś zachwycającego: sięganie po literaturę piękną to nie tylko ucieczka. To głęboka, biologiczna przebudowa naszego umysłu.

Obraz: medium.com