Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą AI. Pokaż wszystkie posty

21 lipca 2026

Witaj w moim świecie!

Niezmiernie cieszę się, że tu trafiasz. Rozgość się wygodnie – jak w klasycznej, pachnącej starym papierem i rozgrzanej ciepłym światłem słonecznym bibliotece, w której czas na chwilę zwalnia swój bieg.

Ten blog powstał z potrzeby serca, z ciekawości świata oraz z głębokiego przekonania, że bez względu na to, jak szybko pędzi świat i technologia, nasza ludzka wrażliwość, pytania o sens i zachwyt nad kulturą pozostają niezmienne.


Czym jest ta przestrzeń?

To miejsce spotkania tradycji ze współczesnością. Z jednej strony stoi popiersie Sokratesa – mojego starego druha, symbolu nieustannego zadawania pytań i dociekania prawdy. Po przeciwnej stronie umieściłam popiersie mojego dobrego przyjaciela Herodota – zwanego Ojcem historii, patrona opowieści o człowieku i upływającym czasie. Nie obawiaj się jednak zatęchłej biblioteki. Patrzę bowiem na świat — "tu i teraz” — jako humanistka, z pasją obserwując dynamiczne przemiany współczesności.

Znajdziesz tutaj refleksje, do których inspiracją są moje codzienne pasje i poszukiwania:

  • Historia i filozofia życia – wracam do korzeni, ale też do wschodnich i zachodnich nauk o uważności (mindfulness), spokoju i budowaniu wewnętrznej harmonii w codziennym pędzie.

  • Literatura, film i muzyka – kocham dobre książki, które zostają w pamięci na długie tygodnie, kunsztowne kino i dźwięki jazzu oraz muzyki klasycznej.

  • Człowiek w erze nowych technologii – fascynuje mnie styk humanistyki i sztucznej inteligencji. Zastanawiam się, jak zachować to, co w nas najbardziej unikalne, wrażliwe i twórcze, gdy świat wokół automatyzuje niemal wszystko.

Zapraszam do wspólnej podróży!

Chciałabym, aby ten blog był dla Ciebie nie tylko lekturą, ale i przystanią – miejscem, gdzie możesz się na chwilę zatrzymać, pomyśleć, zainspirować lub po prostu poczuć, że w swoich refleksjach nie jesteś sam(a).

Rozgość się, czytaj i dziel swoimi przemyśleniami w komentarzach. Witaj w moim świecie!

***

Jeśli bliskie Ci jest humanistyczne spojrzenie na współczesność, zapraszam Cię również na moją autorską stronę Humanistka.pl oraz do subskrypcji newslettera „Człowiek w erze AI”.


25 czerwca 2026

Czy AI potrafi milczeć? O maszynach, które nie znają "ma"

Żyjemy w świecie potwornej nadprodukcji słów. Generatywna sztuczna inteligencja, którą karmimy codziennością, stała się mistrzem replikacji, syntezy i natychmiastowych odpowiedzi. Zadajesz pytanie, a w ułamku sekundy ekran zalewa fala idealnie ustrukturyzowanego tekstu. Maszyna nigdy się nie waha. Nie bierze oddechu. Nie zamyśla się, wpatrując w okno.

I właśnie to budzi mój najgłębszy niepokój. Czy AI potrafi milczeć?

Odpowiedź brzmi: nie. I nie chodzi tu o techniczną przerwę w przesyłaniu danych, ale o fundamentalny brak zrozumienia wartości, jaką niesie za sobą nieobecność.

Lekcja z czarnego okręgu

W japońskiej kaligrafii zen istnieje pojęcie ensō – odręcznie nakreślonego okręgu, który symbolizuje absolut, oświecenie, ale też pustkę i moment, w którym umysł uwalnia się od pogoni za formą. Ensō rzadko jest idealnie domknięte. To właśnie ta szczelina, ta niedoskonała przerwa w linii tuszu, nadaje całemu obrazowi oddech. Sprawia, że zamknięta w nim przestrzeń zaczyna rezonować.

Z ensō nierozerwalnie łączy się inna estetyczna i filozoficzna koncepcja – ma.

Ma to czysta przestrzeń. To nie tyle „nic”, ile pełna napięcia pauza między dwoma dźwiękami w muzyce klasycznej, puste miejsce na tradycyjnym obrazie, chwila ciszy w teatrze przed wypowiedzeniem najważniejszej kwestii.

Japończycy wiedzą, że to właśnie w ma rodzi się znaczenie. Bez pauzy muzyka staje się jedynie chaotycznym hałasem, a architektura – duszną klatką. 

Strach przed pustką

Generatywna AI cierpi na cyfrowy odpowiednik horror vacui – lęku przed pustką. Działa w oparciu o prawdopodobieństwo statystyczne, w którym każde kolejne słowo musi po prostu nastąpić po poprzednim. Maszyna nie zna niedopowiedzenia, ironii ukrytej między wierszami ani wymownego milczenia, które czasem znaczy więcej niż tysiąc słów. Ona zawsze musi wypełnić przestrzeń. Zawsze próbuje zadowolić użytkownika, podając mu gotowy, gładki produkt.

Gdy algorytm generuje tekst, nie ma w tym procesu dojrzewania myśli. Nie ma tam owej świętej sekundy wahania, w której człowiek decyduje się nie powiedzieć czegoś, by pozwolić odbiorcy na własną interpretację. AI nie zostawia miejsca na domysły. Jest dosłowna aż do bólu.

Gdzie rodzi się znaczenie?

Prawdziwa bliskość, literatura piękna, głęboka filozofia – wszystko to karmi się milczeniem. Pamiętamy przecież te chwile z ulubionych filmów czy książek, gdzie największy ładunek emocjonalny niósł ze sobą właśnie brak słów. Bohater, który odwraca wzrok; autor, który urywa zdanie w pół; kompozytor zawieszający nutę w powietrzu.

Sztuczna inteligencja nie zna ma. Pozostaje niewrażliwa na magię niedopowiedzenia, ponieważ dla algorytmu zero i jedynka muszą zawsze przynieść konkretny wynik. Nie ma tam miejsca na strefę cienia.

Może więc nasza ludzka rola w erze algorytmów nie polega na tym, by pisać szybciej i więcej? Może naszą największą tarczą i najpiękniejszym wyróżnikiem stanie się umiejętność celebrowania pauzy? Zdolność do tego, by czasem zatrzymać pióro (lub palce na klawiaturze), spojrzeć na niedomknięte ensō codzienności i pozwolić znaczeniom rodzić się w ciszy.

Zostawiam Was z tą myślą. I z odrobiną przestrzeni.




18 czerwca 2026

Pawilon spokoju #1 | O sztuce niedoskonałości w świecie algorytmów

Siedzę dziś przy biurku z parującą czarką zielonej herbaty, wracając myślami do lektury, która od lat niezmiennie mnie wycisza i uczy uważności. Okakura Kakuzo napisał w swojej kultowej „Księdze herbaty” piękne zdanie, które w dzisiejszych czasach brzmi niemal jak manifest buntu:

„Prawdziwe piękno odkrywa dopiero ten, kto w myślach dopełnia to, co niedokończone”

Gdy odłożyłam książkę i spojrzałam na ekran monitora, zauważyłam uderzający kontrast. Żyjemy w epoce fascynacji sztuczną inteligencją, zwłaszcza tą generatywną. Obserwuję jej działanie na co dzień i dochodzę do wniosku, że robi ona coś dokładnie przeciwnego do myśli japońskiego filozofa – dąży do absolutnego, wręcz bezwzględnego domknięcia.

Kiedy prosisz AI o obraz, dostajesz kadr wypełniony po brzegi, idealnie wygładzony, nasycony szczegółami. Kiedy prosisz o tekst – zwraca Ci zaokrągloną, poprawną i kompletną strukturę. Wszystko jest tam podane wprost, pozbawione luk, bezbłędne i… domknięte do ostatniej kropki. Żadnych niedopowiedzeń. Żadnych tajemnic.

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak ogromna zaleta, prawda? Przecież po to tworzymy zaawansowane narzędzia, by ułatwiały nam życie i dawały gotowe, perfekcyjne rozwiązania. A jednak gdy tak przyglądam się tym bezbłędnym, algorytmicznym tworom, czuję, że umyka nam w tym wszystkim coś fundamentalnego. Coś na wskroś ludzkiego.

Japońska lekcja niedoskonałości: Ma i Ensō

W tradycji japońskiej – w kaligrafii, w ceremonii parzenia herbaty, w malarstwie tuszem – najważniejsze bywa to, czego na obrazie… nie ma.

  • Ma (間) – to czysta, pusta przestrzeń, którą widz wypełnia własną wyobraźnią, wrażliwością i emocjami.

  • Ensō – święty krąg malowany jednym płynnym ruchem pędzla. Mistrzowie zen celowo pozostawiają go niedomkniętym.

Dlaczego? Ponieważ w tej małej, pustej luce mieści się cała reszta wszechświata, nieskończoność możliwości i przede wszystkim – miejsce dla nas.

Zastanawiam się coraz częściej, czy projektując współczesne technologie, nie popełniamy błędu nadgorliwości. Czy nie chcemy „przedobrzyć”? Może zamiast nieustannie pytać: „jak zrobić to lepiej, pełniej i szybciej”, powinniśmy jako humaniści zacząć zadawać inne pytanie:

„Gdzie w tym wszystkim zostawić miejsce dla użytkownika?”

Przestrzeń, w której rodzą się myśli

Przecież nasze najwspanialsze wewnętrzne poruszenia, najbardziej inspirujące rozmowy, poruszające teksty i ożywcze pomysły nie rodzą się z gotowych odpowiedzi, które podano nam na tacy. One pączkują w ciszy. Rodzą się z pytań, które zostają z nami na dłużej, z niepewności, z tej intrygującej przestrzeni pomiędzy słowami. To niedoskonałość zmusza nas do myślenia, do czucia, do bycia twórcami, a nie tylko konsumentami.

Może więc prawdziwie „humanistyczna” sztuczna inteligencja to wcale nie ta, która myśli za nas, wyręcza nas w refleksji i domyka każdą naszą rozpoczętą myśl? Może ideałem byłaby technologia, która potrafi się w odpowiednim momencie zatrzymać? Taka, która zostawia nam wystarczająco dużo wolnej przestrzeni, niedopowiedzenia i twórczej ciszy, abyśmy mogli i – co najważniejsze – chcieli dokończyć ją sami.

Zostawiam Was dzisiaj z tą myślą i moją stygnącą już herbatą.

Jak to wygląda z Waszej perspektywy? Czy w świecie, który dąży do totalnej, cyfrowej pełni, tęsknicie czasem za luksusem własnego niedopowiedzenia? Co o tym sądzicie?