25 lipca 2026

Cyfrowe duchy i zagłuszanie straty. Refleksje po „Zaraz wracam”

Kiedy zaparzyłam dziś moją ulubioną herbatę i usiadłam z nią na chwilę w ciszy, patrząc na tętniące życiem miasto za oknem, moje myśli powędrowały w stronę jednego z najbardziej poruszających odcinków Czarnego lustra – „Zaraz wracam” (ang. Be Right Back). To przejmująca historia Marthy, która po tragicznej śmierci swojego ukochanego Asha z rozpaczy decyduje się na skorzystanie z nowatorskiej usługi. System, analizując pozostawione przez niego maile, wiadomości i wpisy w mediach społecznościowych, tworzy wirtualnego awatara, z którym kobieta wchodzi w coraz głębsze interakcje.

Jeszcze dekadę temu oglądaliśmy ten odcinek jak niepokojącą, odległą dystopię. Dziś granica między ekranową fikcją a naszą codziennością właściwie przestała istnieć.

Kadr z filmu

Technologia, która wczoraj była fikcją

Sama często wspieram się sztuczną inteligencją w codziennych zadaniach i widzę, jak błyskawicznie się rozwija. Jednak w historii Marthy uderza nas coś o wiele bardziej osobistego i mrocznego. Często łudzimy się, że wizja idealnego kopiowania zmarłych to wciąż śpiew dalekiej przyszłości – że musimy jeszcze poczekać, aż maszyny będą potrafiły w pełni naśladować głos czy sposób bycia. Prawda jest jednak taka, że te narzędzia są już w użyciu. Klonowanie ludzkiego głosu przestało być magią z laboratoriów — jest technologią, z której można skorzystać tu i teraz, tworząc perfekcyjną dźwiękową iluzję.

Twórcy serialu trafili w czuły punkt, przewidując, jak łatwo będzie nam ulec pokusie cyfrowego „wskrzeszania” osób, których nam brakuje. Ale to nie same algorytmy budzą w tej wizji największy lęk. Najgłębszy strach wywołuje powód, dla którego w ogóle chcemy po nie sięgnąć.

Żałoba, której nie chcemy przeżyć

W desperacji Marthy widzę niezwykle ludzkie, rozdzierające pragnienie zagłuszenia bólu. Żałoba to stan, od którego podświadomie uciekamy. To przerażająca pustka i dojmujący brak, na który nie ma gotowego, bezbolesnego lekarstwa. Żyjemy w świecie, który na każdym kroku podsuwa nam rozwiązania typu instant – natychmiastowe powiadomienia, szybkie odpowiedzi, leki na najdrobniejszy dyskomfort. Nic dziwnego, że utrata bliskiej osoby, z jej całym obezwładniającym ciężarem emocjonalnym, staje się czymś, co za wszelką cenę chcemy obejść, ominąć i wyciszyć.

W duchu nauk o uważności i łagodności wobec samego siebie – które tak bardzo cenię – uczymy się, że ból i strata są naturalnymi, nierozerwalnymi elementami ludzkiego losu. Aby rany mogły się prawdziwie zagoić, musimy pozwolić sobie na zatrzymanie się w tym bólu i jego pełne przeżycie. Martha próbuje ten proces „zhakować”, kupując sobie cyfrową protezę bliskości. Choć początkowo to sztuczne echo zmarłego przynosi jej ulgę, ostatecznie staje się chłodnym, nieznośnym ciężarem. Awatar nie posiada duszy, uroczych ludzkich skaz ani tego unikalnego pierwiastka, który pozwalał na prawdziwe budowanie relacji.

Akceptacja pustki i zgoda na cierpienie wymagają ogromnej odwagi. Gdy zagłuszamy żałobę syntetycznymi odpowiednikami, tak naprawdę zamykamy się na proces gojenia. Zamrażamy się w przeszłości, kurczowo trzymając się ułudy złożonej ze sprawnie posklejanych danych na serwerach.

Zostawiam Was dziś z tą refleksją, dopijając resztkę herbaty na dnie mojej filiżanki. Zastanówmy się, czy w instynktownym dążeniu do uśmierzania bólu w każdy możliwy sposób nie gubimy przypadkiem zgody na pełne przeżywanie naszego własnego człowieczeństwa.

Gdybyście dostali możliwość porozmawiania z cyfrową kopią kogoś bliskiego, kogo straciliście, wiedząc przy tym, że to tylko perfekcyjnie zaprogramowana iluzja – skorzystalibyście z niej?

***

Jeśli bliskie Ci jest humanistyczne spojrzenie na współczesność, zapraszam na moją autorską stronę Humanistka.pl oraz do subskrypcji newslettera „Człowiek w erze AI”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)