W poprzednim wpisie rozmawialiśmy o tym, jak prywatne archiwa Alberta Camusa odsłaniają przed nami jego drugą, ludzką biografię. Jednak paryskie kawiarnie Café de Flore czy Les Deux Magots w latach 40. i 50. ubiegłego wieku tętniły życiem nie tylko dzięki niemu. Przy sąsiednich stolikach, w kłębach dymu tytoniowego i przy filiżankach czarnej kawy, rodziły się idee, które zmieniły świat. W samym centrum tego intelektualnego cyklonu stała ona – Simone de Beauvoir.
Często, gdy historia wspomina o Beauvoir, automatycznie wymienia się ją jednym tchem obok Jean-Paul Sartre’a, z którym dzieliła legendarne, wolne od mieszczańskich konwenansów partnerstwo. Czasem wspomina się jej burzliwe dyskusje i późniejszy głęboki konflikt z Camusem. Ale sprowadzanie Simone do roli „partnerki” czy „rozmówczyni” wielkich mężczyzn to kardynalny błąd. Co naprawdę zostaje po kobiecie, która miała odwagę pisać własne życie bez oglądania się na cudze autorytety?
Architektka własnej wolności
Gdybyśmy zajrzeli do osobistych zapisków i listów Simone de Beauvoir, nie znaleźlibyśmy tam jedynie echa filozoficznych sporów z Sartre'em czy Camusem. Znaleźlibyśmy tam kobietę, która z niemal rzemieślniczą dyscypliną budowała podwaliny nowoczesnego feminizmu. Jej najważniejsze dzieło, Druga płeć, nie powstało z salonowych plotek, ale z twardej, samotnej pracy badawczej i głębokiej autorefleksji.
Beauvoir, w przeciwieństwie do wielu współczesnych jej twórców, traktowała swoje życie jako nieustanny eksperyment filozoficzny. Jej autobiograficzne powieści i wielotomowe pamiętniki to coś więcej niż literatura – to zapis radykalnej szczerości wobec samej siebie. Pokazywała, że wolność nie jest abstrakcyjnym pojęciem, o którym debatuje się nad brzegami Sekwany, ale codziennym, często trudnym wyborem.
„Nie rodzimy się kobietami, stajemy się nimi” – to legendarne zdanie z Drugiej płci nabiera zupełnie innego smaku, gdy czytamy pamiętniki autorki. Widzimy wtedy, ile trudu kosztowało ją to „stawanie się” w świecie, który od kobiet oczekiwał milczenia.
Listy, które piszą historię na nowo
Kiedy milkną dawne ideologiczne kłótnie – o komunizm, o moralność w czasie wojny, o granice absurdu – to właśnie prywatna korespondencja Simone de Beauvoir pozwala nam zobaczyć epokę bez retuszu. Jej opublikowane listy (choćby te do amerykańskiego pisarza Nelsona Algrena) pokazują fascynujący kontrast: z jednej strony chłodna, genialna intelektualistka, z drugiej – kobieta pełna pasji, tęsknoty i niezwykłej wrażliwości na detal codzienności.
To właśnie ta podwójność najbardziej nas przyciąga do jej zapisków. Uczy nas, że można pisać traktaty filozoficzne i jednocześnie z dziecięcą radością pić poranną kawę, obserwując budzący się Paryż. Że wrażliwość nie wyklucza ostrego jak brzytwa intelektu.
Co zostaje w naszej filiżance?
Kiedy dziś myślimy o Simone de Beauvoir, warto spojrzeć na nią nie przez pryzmat mężczyzn, z którymi jadała kolacje, ale przez pryzmat jej własnej, nieustępliwej odwagi. Zostawiła po sobie odwagę do zadawania pytań, które wielu wolałoby przemilczeć.
Zatrzymajmy się na chwilę przy dzisiejszej filiżance. Simone przypomina nam o czymś niezwykle ważnym w naszym codziennym, szybkim życiu: że każda z nas ma prawo do własnego głosu, własnych błędów i pisania swojej biografii dokładnie takimi zgłoskami, jakimi sama chce. Bez konieczności stania w niczyim cieniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)