22 maja 2026

Światy zagubione w czasie. Dlaczego warto wrócić do kina Wojciecha Jerzego Hassa?

Wojciech Jerzy Hass to bez wątpienia jeden z najbardziej fascynujących twórców w historii polskiego kina. Gdy myślimy o „polskiej szkole filmowej”, przed oczami stają nam zazwyczaj dramatyczne rozliczenia z historią, wojenne traumy czy polityczne napięcia. Hass poszedł jednak zupełnie inną, własną ścieżką. Wybrał drogę poetyckiej samotności, kreując na ekranie światy, które urzekają wizualnym bogactwem i głęboką, przejmującą melancholią.

Jeśli minęło już trochę czasu, odkąd ostatni raz oglądałaś jego dzieła, to idealny moment, by zaparzyć filiżankę ulubionej herbaty i pozwolić sobie na ponowny powrót do tego niezwykłego uniwersum.

Mistrz filmowego bezczasu

Filmy Hassa nie starzeją się w tradycyjny sposób, ponieważ od samego początku były zawieszone poza realnym czasem. Reżyser potrafił materializować na ekranie to, co najtrudniejsze do uchwycenia: marzenia senne, zakamarki ludzkiej pamięci i tęsknotę za światem, który bezpowrotnie minął.

Jego kino to labirynt, w którym gubimy się z czystą przyjemnością. Przypomnij sobie te unikalne motywy, które stały się jego wizytówką:

  • Labirynty i wnętrza pełne tajemnic – ciasne pokoje, przepełnione antykami strychy, hotele stojące na granicy światów (jak w Sanatorium pod Klepsydrą). U Hassa przestrzeń żyje własnym życiem.

  • Czas, który płynie inaczej – czas w jego filmach pętli się, cofa, gubi swój linearny porządek, idealnie oddając mechanizmy ludzkiej psychiki i literackich pierwowzorów.

  • Niezwykła plastyka kadru – każdy obraz był dopracowany niczym barokowe malarstwo. Hass, z wykształcenia grafik i malarz, komponował ujęcia z niezwykłą wrażliwością na detal, światłocień i fakturę przedmiotów.

"W filmie interesuje mnie przede wszystkim czysty proces poetycki. Interesuje mnie stwarzanie świata całkowicie fikcyjnego..." — Wojciech Jerzy Hass

Dwa oblicza niespełnienia: Od dusznych zaułków po barokowe salony

Aby najpełniej poczuć geniusz Hassa, warto zestawić ze sobą dwa jego wielkie dzieła, które choć powstały na zupełnie różnych etapach jego twórczości i opierają się na skrajnie odmiennej literaturze, dotykają tego samego – bolesnego piękna ludzkiego zagubienia.

„Pętla” – Studium samotności w pętli czasu

Pętla (1957), będąca pełnometrażowym debiutem Hassa, to jedno z najbardziej poruszających i bezkompromisowych dzieł w historii naszego kina. Ekranizacja opowiadania Marka Hłaski w rękach Hassa zyskała jednak zupełnie nowy, egzystencjalny wymiar.

Reżyser zrezygnował z czystego realizmu na rzecz dusznej, wręcz onirycznej atmosfery. Towarzysząc Kubie (w tej roli genialny Gustaw Holoubek) w jego tragicznej próbie wytrwania w trzeźwości do godziny osiemnastej, nie oglądamy po prostu dramatu alkoholika. Oglądamy człowieka uwięzionego w klatce własnej psychiki.

Miasto w Pętli jest ciasne, osaczające, pełne krzywych cieni i niepokojących zaułków. Każdy rekwizyt – natrętny dźwięk telefonu, tykanie zegara, rozbite szkło – potęguje uczucie osaczenia. Dla Kuby czas nie płynie – on pętleje. Każda minuta przybliżająca go do upragnionej godziny jest walką, a zegarki zdają się drwić z jego wysiłków. Powrót do tego filmu to niezwykle intensywne, głębokie doświadczenie, które pokazuje, jak mistrzowsko Hass potrafił przełożyć wewnętrzne cierpienie na język obrazu.

„Lalka” – Kostium, który kryje melancholię

Wydawać by się mogło, że po wielkim sukcesie Rękopisu znalezionego w Saragossie, ekranizacja XIX-wiecznej powieści Bolesława Prusa będzie powrotem do klasycznej, linearnej narracji. Nic bardziej mylnego. Hass stworzył Lalkę (1968) całkowicie po swojemu, odzierając ją z tradycyjnego, podręcznikowego pozytywizmu, a wydobywając z niej czysty, dekadencki romantyzm.

Wokulski w interpretacji Mariusza Dmochowskiego to nie zaradny kupiec zepchnięty na boczny tor przez nieszczęśliwą miłość. To rasowy bohater hassowski – samotnik, marzyciel i człowiek boleśne niedopasowany do epoki, w której przyszło mu żyć.

Warszawa u Hassa jest ciężka, barokowa, pełna kurzu, staroci i mechanicznych zabawek. Sceny w sklepie Wokulskiego, gdzie w tle poruszają się nakręcane lalki i pozytywki, to prawdziwy majstersztyk wizualny. Ludzie w tym świecie często wydają się równie sztuczni i uwięzieni w swoich rolach jak owe automaty. Reżyser genialnie portretuje fascynację Izabelą Łęcką jako ekranizację wewnętrznego mitu bohatera. Powrót do Lalki pozwala zachwycić się tym, jak precyzyjnie można przełożyć literacką klasykę na poezję wizualną, gdzie ruinami i bogactwem rządzi ta sama nostalgia za tym, co nieuchwytne.

Dlaczego potrzebujemy tego kina właśnie dziś?

Dzisiejsze kino bywa głośne, szybkie i dosłowne. Powrót do twórczości Hassa – czy to do kameralnej Pętli, wielkiej Lalki, czy hipnotyzującego Sanatorium pod Klepsydrą – to doskonała praktyka uważności i zwolnienia biegu.

Hass miał genialny, wręcz intymny słuch do wielkiej literatury. Potrafił przekształcić ją w dzieła autonomiczne, które zachwyciły samego Luisa Buñuela czy Martina Scorsese. Jego filmy wymagają od nas skupienia, ale w zamian oferują niesamowity, niemal medytacyjny spokój i przestrzeń na własne refleksje. To seanse, z których zawsze wychodzi się wewnętrznie bogatszym.

Wojciech Jerzy Hass pozostawił po sobie kinematografię, która nie pyta o chwilowe mody. To sztuka czysta, osobista i ponadczasowa. Może to właśnie dziś wieczorem warto wyciągnąć z domowej filmoteki jeden z jego filmów i na nowo dać się porwać tej niezwykłej magii?

A Ty do którego z filmów Hassa masz najgłębszy sentyment? Który obraz najmocniej zapisał się w Twojej pamięci? Podziel się swoimi myślami w komentarzach pod filiżanką dobrej kawy!




1 komentarz:

  1. Jest to moim zdaniem absolutny numer jeden wśród filmów Hassa. A drugoplanowa rola Tadeusza Fijewskiego to prawdziwy majstersztyk! Cieszę się, że o nim napiasałaś :)

    OdpowiedzUsuń

Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)