Usiądźcie wygodnie z filiżanką ulubionej kawy lub herbaty. Dzisiaj, jako że jestem historyczką, chciałabym Was zabrać w podróż w czasie. Czas na małą, ale jakże ważną lekcję historii. Parafrazując Mikołaja Reja: niechaj narodowie wżdy postronni znają, iż Polki nie gęsi, iż swą naukę mają!
Czy zastanawialiście się kiedyś, jak wyglądała codzienność kobiet, które pod koniec XIX i na początku XX wieku marzyły o wiedzy? W okresie zaborów rzeczywistość nas, kobiet, była – delikatnie mówiąc – ponura. Według ówczesnego prawa byłyśmy uznawane za „wiecznie małoletnie”. Majątek żony należał do męża, a bez jego zgody kobieta nie mogła nawet wyrobić dokumentów, podjąć pracy czy wyjechać z miasta. Co ciekawe, w 1908 roku zdesperowane polskie emancypantki publicznie spaliły Kodeks Napoleona w ramach protestu przeciwko temu ubezwłasnowolnieniu!
Ograniczenia prawne to jedno, ale prawdziwym murem były ówczesne obyczaje. Dziewczęta z „dobrych domów” miały być ciche, delikatne i mdleć na widok broni. Wybitni ówcześni pedagodzy i filozofowie z całą powagą głosili, że głębsza nauka nie jest przeznaczona dla „cór Ewy”. Pisano wprost: „Lepsza im igła i wrzeciono, oraz że uczonej żony lękają się też mężczyźni równie jak niebezpiecznej cholery”. Smutne, prawda? Przez pokolenia wmawiano kobietom intelektualną niższość, co budowało w nich ogromną barierę psychiczną i brak wiary we własne siły.
Budzenie samowiedzy i czas czynu
Na szczęście Polki nie dały się uciszyć. Przez niemal trzydzieści lat, głównie za sprawą prasy kobiecej i odważnych emancypantek, trwała walka o zmianę myślenia. Przełom przyniósł też... kryzys gospodarczy w latach 70. XIX wieku oraz demografia – kobiet było więcej niż mężczyzn, wiele z nich straciło majątki i po prostu musiały zacząć zarabiać na siebie i rodziny.
Droga na uniwersytety była jednak zamknięta. Czy wiecie, że genialna Maria Skłodowska wyjechała do Paryża tylko dlatego, że odmówiono jej przyjęcia na Uniwersytet Jagielloński? Dopiero w 1894 roku w Krakowie na studia farmaceutyczne przyjęto pierwsze trzy kobiety – i to tylko jako słuchaczki, bez prawa do zdawania egzaminów! Oficjalną zgodę na studia rząd wydał w 1897 roku.
Te, które przetarły szlaki
Kiedy już przełamano pierwsze lody, polskie naukowczynie zaczęły zadziwiać świat. Oczywiście wszyscy znamy naszą dwukrotną noblistkę, Marię Skłodowską-Curie, oraz jej córkę Irène Joliot-Curie, która poszła w ślady mamy i również odebrała Nagrodę Nobla z chemii.
Ale historia polskich kobiet nauki to nie tylko Paryż. Warto wspomnieć chociażby o:
Marii Zakrzewskiej – która wyjechała do USA i została pionierką medycyny, otwierając w Bostonie szpital prowadzony wyłącznie przez kobiety i zatrudniający czarnoskóre pielęgniarki.
Antoninie Leśniewskiej – pierwszej kobiecie w Rosji, która uzyskała tytuł magistra farmacji.
Cezarii Jędrzejowiczowej – wybitnej profesor etnografii.
Dopiero odzyskanie niepodległości w 1918 roku przyniosło Polkom upragnione prawa wyborcze i formalne zrównanie z mężczyznami. Choć, jak dobrze wiemy, codzienna praktyka i mentalność społeczna jeszcze długo musiały gonić literę prawa...
Zostawiam Was dzisiaj z tą refleksją przy Waszych filiżankach. Jakie myśli budzi w Was ta historia? Czy doceniamy dziś wystarczająco to, jak wielką batalię musiały stoczyć nasze prababki, byśmy mogły po prostu... studiować i decydować o sobie?
Zadanie: znajdź "niepasujący" element :)
Odpowiedź: jedyna kobieta - M. Skłodowska–Curie (trzecia od lewej)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)