14 sierpnia 2026

Duchy przeszłości nie odchodzą. Derrida, Mehretu i pamięć współczesności

Kiedy patrzy się na parującą filiżankę herbaty, łatwo ulec złudzeniu, że chwila obecna jest czymś absolutnie czystym i autonomicznym. Że jesteśmy tu i teraz, odcięci od wczoraj, wolni od jutra. Jednak wystarczy jeden niespieszny łyk i głębszy oddech, by poczuć, jak w powietrzu unoszą się niewidzialne nici powiązań – echo porannych myśli, wspomnienie przeczytanego wczoraj zdania, ślady historii, które ukształtowały przestrzeń wokół nas.

Teraźniejszość nigdy nie przychodzi na świat naga. Zawsze przywdziewa szaty uszyte z przeszłości, a czasem bywa wręcz przez nią nawiedzana.

O tym niezwykłym splocie czasu i pamięci przypomina trwająca w warszawskim Muzeum Sztuki Nowoczesnej wystawa Julie Mehretu „Kairos / Hauntological Variations”. To ekspozycja, która nie tylko zachwyca rozmachem formalnym, ale przede wszystkim prowokuje do fundamentalnego pytania o to, z czego właściwie utkana jest nasza współczesność.

Kobieta stoi w muzeum lub galerii przed obrazem

Kairos i szczelina w czasie

Starożytni Grecy mieli dwa określenia na czas. Chronos to bezlitosny, linearny zegar – sekundy, minuty i godziny przesypujące się jednostajnie jak piasek w klepsydrze. Ale mieli też kairos – czas jakościowy, boski moment przełomu, tę jedyną, niepowtarzalną chwilę, w której coś pęka, a rzeczywistość domaga się decyzji, transformacji lub przebudzenia.

Mehretu stawia nas właśnie w punkcie kairos. Jej monumentalne płótna nie są statycznymi pejzażami; to raczej sejsmografy napięć społecznych, politycznych zrywów, rewolucji i migracji. Artystka uchwyciła moment krytyczny współczesnego świata – chwilę, w której dotychczasowe narracje przestają wystarczać, a pod powierzchnią codzienności zaczynają wrzeć dawne, uśpione konflikty i tęsknoty.

Ale kairos u Mehretu nie pojawia się w próżni. Jest nierozerwalnie spleciony z drugim biegunem wystawy – derridiańską hauntologią.

Widma, które nie chcą odejść

W 1993 roku Jacques Derrida w Widmach Marksa ukuł pojęcie hauntologii (widmontologii) – gry słów łączącej ontologię (naukę o bycie) z nawiedzaniem (haunting). Filozof zauważył, że nowoczesne społeczeństwa, choć zapatrzone w przyszłość i technologiczny postęp, nieustannie żyją w cieniu przeszłości, która nie została domknięta, przepracowana ani pożegnana. Duchy – czy to niezrealizowanych utopii, czy przemilczanych traum – krążą wśród nas, domagając się głosu.

Dla Derrida duch jest fascynującą figurą: nie jest ani w pełni obecny, ani całkowicie nieobecny. Nie należy ani do żywych, ani do umarłych. Istnieje w przestrzeni pomiędzy.

Julie Mehretu przekłada tę filozoficzną intuicję na język czysto wizualny, tworząc chyba najbardziej sugestywną materializację hauntologii we współczesnej sztuce.

Warstwy, które pamiętają. Archeologia płótna

Obrazy Mehretu to fascynujące palimpsesty. Artystka nie zaczyna od czystego gestu malarskiego. Jej proces twórczy przypomina pracę archeologa pamięci:

  1. Fundament – wychodzi od konkretu – fotografii prasowych dokumentujących protesty, zamieszki, pożary, ruiny czy manifestacje, a także od map kartograficznych, planów architektonicznych i rycin historycznych.

  2. Rozmycie i dekonstrukcja – te obrazy są wielokrotnie cyfrowo przekształcane, powiększane, rozmywane i nanoszone na płótno w technice sitodruku, aż stają się niemal nierozpoznawalne dla oka.

  3. Gest i impast – na tę podbudowę Mehretu nakłada kolejne, niemal kaligraficzne, ekspresyjne warstwy tuszu, akrylu i werniksu.

Rezultat jest hipnotyzujący. Patrząc na jej wielkoformatowe płótna, nie widzimy reporterskiego zapisu wojny czy manifestacji. Czujemy jednak podskórne wibracje tych zdarzeń. To, co historyczne i polityczne, staje się widmową strukturą obrazu. Przeszłość nie znika pod warstwą farby – ona prześwituje przez nią, tworząc głębię, której nie dałoby się uzyskać na świeżej bieli płótna.

Mehretu udowadnia, że obraz nie przedstawia po prostu współczesności – on pokazuje, że współczesność składa się z nawarstwień tego, co było.

Życie w obecności cieni

Ta refleksja wykracza daleko poza mury warszawskiego MSN-u. Czy nasze własne biografie, miasta, w których mieszkamy, i ulice, którymi codziennie chodzimy, nie są dokładnie takimi samymi palimpsestami?

Nasze codzienne wybory, lęki, a nawet małe zachwyty noszą w sobie ślady minionych pokoleń, dawnych rozmów, przeczytanych książek i pożegnań, które wciąż w nas rezonują. Widma przeszłości nie muszą być jednak czymś złowrogim. Bywają przestrogą, ale bywają też źródłem tożsamości i czułości wobec świata, który przemija.

Gdy dopijam herbatę i spoglądam na dno filiżanki, myślę, że sztuka Mehretu niesie ze sobą ważną lekcję uważności: zamiast udawać, że przeszłość nas nie dotyczy, warto nauczyć się z nią rozmawiać. Spojrzeć duchom w oczy, dostrzec warstwy ukryte pod gładką powierzchnią dnia i przyjąć swój własny kairos – ten krótki moment, w którym możemy nadać sens temu, co po nas zostanie.

Jak sądzisz, czy przeszłość nas ogranicza, czy dopiero jej obecność nadaje współczesności prawdziwą głębię?

Autorka: dr Małgorzata Parzynowska

***

Jeśli zainteresował Cię ten temat, przeczytaj również:

Spodobał Ci się ten tekst?

Dołącz do grona uważnych czytelników i otrzymuj comiesięczny list humanistyczny.

Zapisz się na newsletter →

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)