Siedzimy w kawiarniach, otoczeni estetycznymi przedmiotami, z laptopami rozświetlającymi nasze twarze, popijając idealnie spienioną kawę. Z boku wyglądamy na ludzi spełnionych – wolnych, niezależnych, uśmiechniętych. Przecież nikt nie stoi nad nami z batem. Dawny, surowy szef z fabrycznych hal zniknął w mrokach historii. Współczesny świat dał nam upragnioną autonomię. Dlaczego więc gdy wieczorem gasną ekrany, czujemy tak obezwładniające, głębokie, egzystencjalne zmęczenie?
Klucz do tej zagadki daje koreańsko-niemiecki filozof Byung-Chul Han w swoim eseju „Społeczeństwo zmęczenia”. Jego diagnoza jest bezlitosna: staliśmy się ofiarami najdoskonalszego systemu niewolnictwa w dziejach – takiego, w którym kat i ofiara zamieszkują w jednym ciele.
Od przymusu do auto-wyzysku
Han zauważa, że przeszliśmy epokową transformację. Dawne społeczeństwo dyscyplinarne, oparte na zakazach, nakazach i zewnętrznym przymusie („Musisz”), ustąpiło miejsca społeczeństwu osiągnięć. Jego nowym bóstwem stało się hasło: „Możesz”.
Na pierwszy rzut oka to triumf wolności. Projektujemy swoje życie, stajemy się „przedsiębiorcami własnego ja”. Inwestujemy w siebie, optymalizujemy czas, sen, dietę i relacje. Z entuzjazmem i wewnętrznym ogniem podejmujemy kolejne wyzwania. Jednak to pozornie wyzwalające „Możesz” bywa nieskończenie bardziej opresyjne niż dawne „Musisz”. Przed zewnętrznym panem można było się zbuntować, uciec lub chociaż pomyśleć o nim z nienawiścią. Przed samym sobą uciec się nie da.
„Ofiara i oprawca nie dają się już od siebie oddzielić. Ta samoreferencyjność rodzi paradoksalną wolność, która z powodu istniejących w niej struktur przymusu przeradza się w przemoc” – pisze Han.
Wyzyskujemy sami siebie, wierząc, że realizujemy własne marzenia. Pracujemy ponad siły nie dlatego, że ktoś nam każe, ale dlatego, że uwewnętrzniliśmy nakaz nieustannego rozwoju. Kiedy jednak człowiek staje się menedżerem samego siebie, każda chwila bezczynności zaczyna rodzić poczucie winy.
Zmęczenie, które izoluje
Konsekwencją tego permanentnego biegu jest wypalenie (ang. burnout). To nie jest zwykłe zmęczenie fizyczne, które mija po dobrze przespanej nocy. To zmęczenie duszy, która została doszczętnie wyeksploatowana przez własne ego.
Han nazywa to „zmęczeniem, które izoluje”. Rozbija ono wspólnotę, zamyka nas w sferze własnego narcyzmu i poczucia porażki. Skoro wszystko zależało od mojego „Możesz”, to brak spektakularnego sukcesu staje się wyłącznie moją osobistą winą. Społeczeństwo osiągnięć rodzi więc armię ludzi wyczerpanych, cierpiących na depresję i stany lękowe, zamkniętych w swoich osobistych izolatkach produktywności.
Ocalenie w „głębokiej nudzie”
Czy jest z tego wyjście? Byung-Chul Han nie daje prostych recept, ale wskazuje kierunek. Ratunkiem może być powrót do tego, co współczesność próbuje w nas całkowicie zabić — do zdolności kontemplacji.
Musimy na nowo nauczyć się patrzeć, słuchać i doświadczać świata bez intencji przetworzenia go na zysk, post na blogu czy kolejny punkt w CV. Filozof postuluje rehabilitację „głębokiej nudy” – tego świętego czasu, w którym nic nie trzeba, w którym umysł przestaje produkować, a zaczyna po prostu być. To właśnie w tych szczelinach bezczynności rodzi się prawdziwa twórczość i autentyczny spokój.
Gdy następnym razem złapiesz się na odruchu sprawdzania maila późnym wieczorem albo poczujesz wyrzuty sumienia, że popołudnie spędziłaś „tylko” na patrzeniu w okno z filiżanką w dłoni – pomyśl o Hanie. I pozwól sobie na ten bunt. Bunt nieprzemijania, nierobienia niczego. Odzyskaj siebie z rąk najbardziej wymagającego szefa, jakiego kiedykolwiek miałaś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)