18 czerwca 2026

Pawilon spokoju #1 | O sztuce niedoskonałości w świecie algorytmów

Siedzę dziś przy biurku z parującą czarką zielonej herbaty, wracając myślami do lektury, która od lat niezmiennie mnie wycisza i uczy uważności. Okakura Kakuzo napisał w swojej kultowej „Księdze herbaty” piękne zdanie, które w dzisiejszych czasach brzmi niemal jak manifest buntu:

„Prawdziwe piękno odkrywa dopiero ten, kto w myślach dopełnia to, co niedokończone”

Gdy odłożyłam książkę i spojrzałam na ekran monitora, zauważyłam uderzający kontrast. Żyjemy w epoce fascynacji sztuczną inteligencją, zwłaszcza tą generatywną. Obserwuję jej działanie na co dzień i dochodzę do wniosku, że robi ona coś dokładnie przeciwnego do myśli japońskiego filozofa – dąży do absolutnego, wręcz bezwzględnego domknięcia.

Kiedy prosisz AI o obraz, dostajesz kadr wypełniony po brzegi, idealnie wygładzony, nasycony szczegółami. Kiedy prosisz o tekst – zwraca Ci zaokrągloną, poprawną i kompletną strukturę. Wszystko jest tam podane wprost, pozbawione luk, bezbłędne i… domknięte do ostatniej kropki. Żadnych niedopowiedzeń. Żadnych tajemnic.

Na pierwszy rzut oka brzmi to jak ogromna zaleta, prawda? Przecież po to tworzymy zaawansowane narzędzia, by ułatwiały nam życie i dawały gotowe, perfekcyjne rozwiązania. A jednak gdy tak przyglądam się tym bezbłędnym, algorytmicznym tworom, czuję, że umyka nam w tym wszystkim coś fundamentalnego. Coś na wskroś ludzkiego.

Japońska lekcja niedoskonałości: Ma i Ensō

W tradycji japońskiej – w kaligrafii, w ceremonii parzenia herbaty, w malarstwie tuszem – najważniejsze bywa to, czego na obrazie… nie ma.

  • Ma (間) – to czysta, pusta przestrzeń, którą widz wypełnia własną wyobraźnią, wrażliwością i emocjami.

  • Ensō – święty krąg malowany jednym płynnym ruchem pędzla. Mistrzowie zen celowo pozostawiają go niedomkniętym.

Dlaczego? Ponieważ w tej małej, pustej luce mieści się cała reszta wszechświata, nieskończoność możliwości i przede wszystkim – miejsce dla nas.

Zastanawiam się coraz częściej, czy projektując współczesne technologie, nie popełniamy błędu nadgorliwości. Czy nie chcemy „przedobrzyć”? Może zamiast nieustannie pytać: „jak zrobić to lepiej, pełniej i szybciej”, powinniśmy jako humaniści zacząć zadawać inne pytanie:

„Gdzie w tym wszystkim zostawić miejsce dla użytkownika?”

Przestrzeń, w której rodzą się myśli

Przecież nasze najwspanialsze wewnętrzne poruszenia, najbardziej inspirujące rozmowy, poruszające teksty i ożywcze pomysły nie rodzą się z gotowych odpowiedzi, które podano nam na tacy. One pączkują w ciszy. Rodzą się z pytań, które zostają z nami na dłużej, z niepewności, z tej intrygującej przestrzeni pomiędzy słowami. To niedoskonałość zmusza nas do myślenia, do czucia, do bycia twórcami, a nie tylko konsumentami.

Może więc prawdziwie „humanistyczna” sztuczna inteligencja to wcale nie ta, która myśli za nas, wyręcza nas w refleksji i domyka każdą naszą rozpoczętą myśl? Może ideałem byłaby technologia, która potrafi się w odpowiednim momencie zatrzymać? Taka, która zostawia nam wystarczająco dużo wolnej przestrzeni, niedopowiedzenia i twórczej ciszy, abyśmy mogli i – co najważniejsze – chcieli dokończyć ją sami.

Zostawiam Was dzisiaj z tą myślą i moją stygnącą już herbatą.

Jak to wygląda z Waszej perspektywy? Czy w świecie, który dąży do totalnej, cyfrowej pełni, tęsknicie czasem za luksusem własnego niedopowiedzenia? Co o tym sądzicie?






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)