Niedawno wróciłam do opus magnum Olgi Tokarczuk – „Ksiąg Jakubowych”.
To ponowne spotkanie z literaturą noblistki zbiegło się w czasie z moimi osobistymi refleksjami nad tym, jak rzadko pozwalamy sobie dziś na niespieszne, głębokie zanurzenie w tekście. W świecie, który nieustannie pędzi, żywi się nagłówkami i domaga błyskawicznych syntez, ta monumentalna powieść jawi się jako absolutne rebelianctwo. Jest jak zaproszenie do celebracji wolnego czasu – najlepiej z filiżanką aromatycznej, naparzanej bez pośpiechu herbaty, gdy za oknem świat na chwilę zwalnia swój bieg. Wracając do niej po latach, odkryłam warstwy, które wcześniej jedynie musnęłam wzrokiem.
Jako historyczka nie potrafię patrzeć na to dzieło wyłącznie przez pryzmat literackiej fikcji i estetycznego zachwytu. Moje zawodowe skrzywienie sprawia, że w trakcie lektury widzę coś więcej – z pełną świadomością i ogromnym podziwem potrafię docenić tytaniczny wysiłek oraz niezwykłą pracę, jaką pisarka włożyła w kwerendy źródłowe. Setki, jeśli nie tysiące godzin spędzonych nad osiemnastowiecznymi dokumentami, modlitewnikami, dawnymi mapami czy zapiskami z epoki są wyczuwalne na każdej stronie.
Dla kogoś, kto wie, jak żmudne i wymagające bywa przedzieranie się przez archiwalne materiały, praca Tokarczuk jest prawdziwym majstersztykiem. Autorka nie tylko zrekonstruowała fakty; ona dokonała czegoś znacznie trudniejszego – tchnęła życie w kurz archiwalnych półek. Przekuła suchy zapis historyczny w tętniącą życiem, zmysłową rzeczywistość, tworząc panoramę tak plastyczną, że podczas lektury niemal czuje się zapach podolskich bezdroży, chłód zamkowych murów i duszność karczemnych izb.
Wielogłos Podola – patchwork ludzkich losów
„Księgi Jakubowe” to w warstwie fabularnej przede wszystkim opowieść o Jakubie Franku – postaci historycznej – charyzmatycznym, heretyckim i do bólu kontrowersyjnym przywódcy religijnym, który zachwiał posadami osiemnastowiecznej społeczności żydowskiej. Tokarczuk nie buduje mu jednak pomnika, nie ocenia go jednoznacznie. Jakub jest słońcem, wokół którego krążą inne, często znacznie ciekawsze planety. Wokół tej centralnej postaci autorka tka misterną, wielowątkową sieć:
Podole jako wielokulturowy tygiel - to fascynujący obraz Rzeczypospolitej Obojga Narodów, która daleka jest od podręcznikowych uproszczeń. Na kartach powieści spotykają się, ścierają i przenikają judaizm, chrześcijaństwo oraz islam. Granice geograficzne, narodowościowe i religijne okazują się niezwykle płynne;
perspektywa wykluczonych i zapomnianych - to, co urzeka mnie najbardziej, to oddanie głosu tym, których oficjalna, wielka historia (pisana zazwyczaj z perspektywy zwycięzców i mężczyzn) bezwzględnie pomijała. Tokarczuk z ogromną czułością pochyla się nad losem kobiet, heretyków, chorych i wiecznych poszukiwaczy prawdy, którzy egzystowali na marginesie ówczesnego społeczeństwa. Myślę tu chociażby o Jencie, która swoim zawieszonym między życiem a śmiercią spojrzeniem ogarnia cały ten świat z lotu ptaka;
płynność tożsamości i poszukiwanie sensu - obserwujemy tu fascynujący, momentami bolesny proces konwersji. Bohaterowie zmieniają religie, imiona, stroje i role społeczne. Wszystko to w imię wyższego, duchowego celu, w poszukiwaniu zbawienia lub po prostu – bezpiecznego miejsca do życia.
Literackie konstelacje, czyli nici łączące dzieła noblistki
Czytając „Księgi Jakubowe”, nie mogłam opędzić się od wrażenia, że ta powieść to potężna, dojrzała synteza tematów, które w autorce pączkowały już o wiele wcześniej. Czytelnicy znający jej twórczość bez trudu odnajdą tu nici łączące tę historię z innymi wybitnymi jej utworami.
Widać tu wyraźne echo „Biegunów”. Choć w tamtej książce podróżowaliśmy przez czas i przestrzeń na wskroś współczesną, to w „Księgach Jakubowych” ruch i fizyczna wędrówka również stanowią jedyną stałą rzeczywistości. Bohaterowie Tokarczuk to ludzie w nieustannym procesie przemieszczania się – wozami, powozami, pieszo. Przemierzają Europę w poszukiwaniu Nowej Jerozolimy, udowadniając, że zatrzymanie się oznacza duchową śmierć.
Z kolei klimat osiemnastowiecznego Podola mocno rezonuje z duchem „Prawieku i innych czasów”. Podobnie jak Prawiek był mikrokosmosem rządzącym się własnymi, mitycznymi prawami, tak dawne Podole staje się osobnym, autonomicznym światem. Granica między tym, co racjonalne, oświeceniowe, a tym, co metafizyczne, zabobonne i magiczne, płynnie się zaciera, tworząc unikalny realizm magiczny w polskim wydaniu.
Format to tylko kwestia wyboru – odczarujmy gabaryty
Wiem, doskonale wiem, że wiele osób na sam widok „Ksiąg Jakubowych” odczuwa lęk. Blisko tysiąc stron i fizyczny ciężar książki potrafią skutecznie onieśmielić nawet najbardziej wytrawnego czytelnika. Żyjemy jednak w czasach, które dają nam wspaniałe, alternatywne możliwości i warto z nich korzystać bez wyrzutów sumienia.
Jeśli tradycyjny, papierowy tom wydaje się barierą nie do pokonania w codziennym pędzie, z pomocą przychodzi technologia:
E-book to idealne rozwiązanie dla tych, którzy lubią mieć literaturę zawsze przy sobie – tysiąc stron mieści się w lekkim czytniku, który bez problemu wsuniecie do torby czy plecaka, by czytać w tramwaju lub podczas przerwy w zajęciach.
Audiobook z kolei ma w sobie magię pierwotnego, tradycyjnego snucia opowieści. Pozwala, by genialnie zinterpretowane słowa pisarki sączyły się w nasze uszy podczas wieczornego relaksu, przygotowywania kolacji czy niespiesznego spaceru po parku. Droga do poznania tej historii jest otwarta dla każdego, niezależnie od stylu życia.
Niech Was nie odstraszają "gabaryty" książki – naprawdę warto zanurzyć się w niezwykły świat wykreowany przez autorkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dzielcie się swoimi przemyśleniami, uwagami, propozycjami. Proszę jednak, abyście poruszali się w granicach dobrego smaku i kultury osobistej, za co z góry dziękuję :)