Historia lubi wielkie liczby, monumentalne daty i narracje o upadku imperiów. Uczymy się o dynastiach, wojnach, traktatach i potężnych budowlach, które miały oszukać czas. Im większa skala historii, tym bardziej staje się ona abstrakcyjna. Tysiące lat i miliony ludzi zlewają się w bezimienną masę, w statystyczne wykresy i rzędy liczb w podręcznikach.
Czasami jednak wystarczy jeden drobny detal – gliniany paciorek, wyszczerbione naczynie czy fragment prehistorycznej ozdoby – aby cała ta gigantyczna machina przeszłości nagle się zatrzymała. Wtedy zamiast bezdusznych epok dostrzegamy intymne spotkanie twarzą w twarz z drugim człowiekiem, którego oddech dzieli od naszego niezmierzona, a zarazem krucha przepaść czasu.

